W moim rodzinnym domu kwiatów było sporo. Mama ma cudowną rękę do kwiatów – nawet z najbrzydszego badyla wsadzonego do ziemi potrafi wyhodować okazały kwiat mieniący się kolorami. Ja nie potrafiłam nawet podlać jednego kwiatka w swoim pokoju. Taka historia.

7m

Coś zmieniło się odkąd mam swój dom, swoje miejsce na ziemi.

Pierwsze kwiaty pojawiły się już podczas gruntowania i malowania. Na piętrze, zamiast barierki przy schodach, mama ustawiła mi kilka kwiatów. Trafiło na grubosze (zwane również drzewkami szczęścia), których miała w domu pod dostatkiem. Opatrzyłam się, wprowadziłam i… tak zostały.

2m

Do gruboszy zaczęły dochodzić kolejne kwiatki, a mi… się spodobały!

Podczas wizyty w którymś z supermarketów budowlanych sama zaciągnęłam Matiego na dział ogrodowy. Wiedziałam już jaki typ roślinki będzie dla mnie w tym momencie odpowiedni. W sukulentach zakochałam się już po wizycie w warszawskim studiu CookUp, gdzie pięknie ozdabiają parapet. Dowiedziałam się na ich temat co nieco i mój wybór padł na piękną rozetę.

5m

Eszeweria (echeveria) – to sukulent czyli roślina należąca do rodziny gruboszowatych. Wygląda pięknie, a do życia nie potrzebuje zbyt wiele – w swoich liściach zbiera maksymalnie dużo wody. W ciepłych miesiącach wystarczy podlewać je raz na dwa tygodnie, a w zimnych wystarczy nawet raz w miesiącu. Dobrze, by stały w miejscach nasłonecznionych np. na parapecie, a w lecie nawet na zewnątrz. Wyczytałam, że dostępnych jest aż 150 jej gatunków!

Pierwszy sukulent stanął na parapecie. Długo nie czekałam na kolejne!

Wystarczyło pojechać do… Biedronki, by trafić na promocję i kolejny gatunek eszewerii doszedł do kolekcji. Później była mini wersja „crassula ovata ‘Hobbit’” z uroczymi pałeczkami oraz ‘adromischus festivus’ z małymi poduszeczkami zamiast liści.

Ustawiam je obok siebie i jest mi jakoś tak fajnie. Przytulnie. Nie sądziłam, że we własnym domu będę chciała mieć gromadkę roślin. A widzę, że to nie koniec. Od teściowej dostałam już okazałą palmę, od cioci geranium (ta roślinka pachnąca cytryną), a w piątek… kolejnego sukulenta i to od koleżanki, którą rok się nie widziałyśmy!

6m

Na razie oswajam się, sprawdzam ziemię, co środę podlewam. W sklepach obracam się za ładnymi doniczkami. W ogrodach moich znajomych wypatruję ciekawych okazów (na skalniaku znalazłam ostatnio sukulenty!). Dajemy sobie szansę z roślinkami. Kto wie, może okaże się, że całkiem dobrze się rozumiemy?


Jak to wygląda u Was? Lubicie kwiaty, macie do nich rękę? A może cechuje Was takie podejście jak mnie – jeszcze kilka miesięcy temu?

Zapisz

Zapisz

  • Historia identyczna – z kwiatków to mogę najwyżej kiełki wyhodować, a i tak umierają, za to mama kocha kwiaty miłością odwzajemnioną. Niemniej – od jakiegoś czasu wzdycham do sukulentów i na moim mieszkaniu się chyba na nie skuszę… 🙂

    • justti | www.hungryformore.pl

      Myślę, że to znak, by w końcu spróbować! Sukulenty na szczęście nie są tak bardzo wymagające, więc na początek w sam raz 🙂 trzymam kciuki żeby miłość do kwiatów rozwinęła się i u Ciebie! 🙂