Czas na ostatnią część naszego szalonego planu czyli 3 kraje w 3 dni! Zupełnie nieplanowane przez nas, drugie pod względem ilości mieszkańców miasto Wielkiej Brytanii. Jak było?

3m

Trafiliśmy tu w szaro-bury dzień, nie wiedząc za bardzo czego możemy się spodziewać. Bez większego celu, lekko już zmęczeni rano wylecieliśmy z Dublina.

Z lotniska wydostaliśmy się na napowietrzną darmową kolejką Air-Rail Link, a do centrum dotarliśmy autobusem. Dojechaliśmy do Bullring Shopping Centre, wysiedliśmy i… bez planu poszliśmy przed siebie. Zgodnie stwierdziliśmy, że jesteśmy zmęczeni intensywnością ostatnich dni i jedyne co, to będziemy odpoczywać i sobie po prostu pospacerujemy!

1m

Chcieliśmy poznać Birmingham, zobaczyć czym różni się od pozostałych dużych miast na wyspach. Co nas uderzyło to ogromna mieszanka kultur – nigdzie wcześniej nie widzieliśmy takiego przekroju – od biznesmenów w garniturach, po kobiety w burkach, aż po bezdomnych na każdym kroku. Południe, ludzie wychodzą na lunch. Na ulicach niesamowite tłumy! Postanowiliśmy zaszyć się w jednej kawiarni.

Spodobała mi się z zewnątrz. Nie wiedziałam co kryje w środku.

200 Degrees, kawiarnia oraz palarnia kawy, to niesamowicie klimatyczne miejsce z pyszną kawą i wypiekami. Usiadłam i nie chciałam stamtąd wychodzić! Czarna kawa, ukochane scones z masłem i dżemem, towarzystwo ukochanego męża – nie chciałam nic więcej. Do tego uśmiechnięta ekipa za barem, mieszające się języki, klimatyczne światło i obserwacja przechadzających się ludzi na zewnątrz. Przepadłam.

9m

8m

7m

Po śniadaniu przyszedł czas na włóczenia się ciąg dalszy. Zahaczyliśmy o kilka sklepów z ubraniami, w tym o sławnego Primarka. Od jakiegoś czasu zauważyłam, że do zakupów mam coraz mniej cierpliwości, a w tym sklepie jeszcze się w tym utwierdziłam. Może i jestem w stanie upolować coś fajnego i w dobrej cenie, ale jakim kosztem? Każdy kto choć raz był w tym sklepie wie, jak to wygląda – ubrania na ziemi, przepychanie się, godzinna kolejka do przymierzalni i do kasy. Ech, nie tym razem!

W brzuchach już burczało zatem wybraliśmy się na brytyjski obiad – Mati swoje ukochane fish&chips, a ja warzywne tortille z frytkami. Wielka, dość biznesowa restauracja świeciła pustkami – czas lunchu minął, wszyscy wrócili do pracy. Mogliśmy relaksować się ile tylko chcemy. Sofy, na których siedzieliśmy były tak wygodne, że Mati uciął drzemkę, a ja miałam okazję poczytać książkę 😉

5m

Było jednak miejsce, które miałam zapisane na liście „must see”.

Nie wiedziałam, czy tam dotrzemy, ale gdyby się udało, to byłabym bardzo zadowolona. Szliśmy przed siebie, ja oczywiście niczego nieświadoma, a tu moim oczom ukazuje się budynek biblioteki. Choć sama bryła na tle brytyjskiej zabudowy jest dość komiczna i zbyt futurystyczna, to wiedziałam, że w środku kryje się coś specjalnego.

Wchodzimy do środka, a naszym oczom ukazuje się kilka pięter… regałów z książkami! Wchodzimy na jedno z nich, ja chłonę zapach, dotykam okładki, szukam czegoś dla siebie. Rozsiadamy się w mega  wygodnych fotelach, zabieramy się za czytanie i tak spędzamy kolejną godzinę. Myślę sobie, że fajnie byłoby mieć dostęp do takich zbiorów, za darmo, z takim widokiem, w takim otoczeniu i z takimi fotelami. Nie dziwne, że co chwilkę było słychać jak ktoś chrapie.

10m

Godzina naszego wylotu do Poznania zbliżała się wielkimi krokami. Nie pozostało nam nic innego, jak tylko pożegnać się z wyspami i podziękować za tak dobry wyjazd!

11m


Mieliście kiedyś okazję być w Birmingham? Dajcie znać czy Wam się spodobało!


Przydatne adresy:


Przeczytaj:

3 kraje w 3 dni: Glasgow/Szkocja [cz.1]

3 kraje w 3 dni: Dublin/Irlandia [cz.2]

P

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz