W zeszłym roku udało nam się odbyć kilka fajnych podróży. Choć blog był wtedy tylko w moich myślach, to udało mi się na papier przelać moje myśli. Czemu by nie wrócić do nich właśnie teraz?

W kwietniu świętowaliśmy okrągłe urodziny M. Wyjazd-niespodzianka zawierał w sobie zahaczenie na dwa dni o Palma de Mallorca. Co ciekawe, to Majorka nigdy nie była w naszych planach. Nigdy (pewnie dlatego mówi się „nigdy nie mów nigdy!”)! Lecieliśmy tam przez Oslo i to dopiero tam, chciałam by M. zgadywał, gdzie będziemy wypoczywać tego wieczoru. Nie zgadł! Wymienił chyba każdą wyspę, co potwierdza, że Majorka to nie był obiekt naszych westchnień. Nie mniej jednak – uśmiechnął się znacząco. „Zapowiada się ciekawie!”. img_20160423_112356a

Po wylądowaniu około 17 na miejscu, z lotniska odebrała nas mama naszego gospodarza wraz z jej mamą (mieszkanie znaleźliśmy na Airbnb – o tym już wkrótce!). Był to jeden z tych momentów kiedy żałowałam, że mój hiszpański opiera się na „hola!” „me llamo Justyna” i „hasta la vista”, a rozmówki były gdzieś na dnie plecaka. Przydała się jednak gestykulacja, mimika, słowotwórstwo i improwizacja 🙂

Wychodząc z lotniska poczuliśmy to coś, co wciągnęło nas na maksa. Od razu. Słońce, ciepło, ten klimat, ludzie, otoczenie.

Kolejny cały dzień mieliśmy spędzić na „zaznajamianiu się z miastem”. W naszych słowniku już od dłuższego czasu nie ma słowa „zwiedzanie”, wolimy się… zgubić! Nie ma chyba lepszej opcji na zwiedzanie miasta. Dlatego z samego rana wyruszyliśmy w stronę katedry La Seu, którą widzieliśmy z oddali. Co było dalej?

  • Zobaczyliśmy mnóstwo wąskich uliczek, które chowają w sobie piękne drzwi, okna i magiczne dziedzińce

img_20160422_103413a

  • Wybraliśmy się na śniadanie – pyszna kawa i bajgle (bajglowa maniaczka!) w Bagel

img_20160422_112753a

  • Leżeliśmy na murach Bastion de Sant Pere choć bardziej powiedziałabym, że na murach koło galerii i fajnej kawiarni

img_20160422_133518a

  • Poszliśmy na piwo i sangrię na lokalnego baru, gdzie akurat szumnie świętowana była sjesta
  • Zgubiliśmy się milion razy

img_20160422_104919a

  • Spróbowaliśmy pysznych lodów w jednej z kilkudziesięciu lodziarni w okolicy

img_20160422_122546a

  • Zjedliśmy piknikową kolację (bagietki z serem i chorizo) na plaży

A przede wszystkim cudownie spędziliśmy czas! Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy, dobrze zjedliśmy i się napiliśmy. Poznaliśmy Palmę od innej strony, dość hiszpańskiej, w której wszystko płynie według własnego planu. Nikt tu się nie spieszy. No, jedynie po to, by zjeść lub spotkać się z najbliższymi. Albo jedno i drugie!

img_20160422_140625a

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Też nigdy nie planowałam, a jednak tam trafiłam 🙂 I nie żałuję, choć w sezonie Pallma była głośnia – ale ciepełko rekompensowało wszystko 🙂

    • justti | www.hungryformore.pl

      Takie nieplanowane wizyty mają swój urok! My nie trafiliśmy niestety na takie ciepełko, by wylegiwać się na plaży i opalać, ale właśnie w kwietniu było bardzo przyjemnie. Niewiele turystów, a czuć było pierwsze powiewy lata! 🙂