Książek kulinarnych uzbierało mi się już kilka półek. No dobrze, nie uzbierało. Sama uzbierałam. I choć staram się od ponad roku minimalizować posiadaną ilość rzeczy, to do książek – w szczególności kulinarnych – mam wielką słabość.

ksiazki2

Pierwszą z nich – „Kuchnia Polska” Małgorzaty Caprari – dostałam od mamy, a raczej wspólnie zamówiłyśmy poprzez popularny w tamtych czasach sklep wysyłkowy. To na niej uczyłam się podstaw, oczywiście podpatrując przy tym mamę i zadając miliony pytań.

Jaka była kolejna? Potem już chyba „samo poleciało”. Zachwyciłam się mnogością i różnorodnością przepisów, pięknymi zdjęciami, ciekawymi anegdotami, okładkami, które przyciągają wzrok, kolorowymi grzbietami. Z czasem zaczęłam z książkami pracować i wciągnęłam się jeszcze bardziej. Praca nad książką kulinarną to wyzwanie, ale i olbrzymia radość!

ksiazki1

I właśnie niektóre z nich dostałam w prezencie, inne odziedziczyłam, kolejne po prostu kupiłam. Takim oto sposobem uzbierało się ich dość sporo – choć wiem, że można mieć ich o wiele więcej i dumnie je prezentować. Mam tyle, ile uważam za słuszne. Mam również marzenia – książkowe oczywiście! Ale wiecie co? Właśnie „pożyczyłam jedno marzenie”. I wiem, że jeśli mnie zaciekawi, kupię swój egzemplarz. Po co zbierać książki, które nas nie interesują, nie sprawiają radości, nie korzystamy z nich, a liczy się dla nas jedynie to, że zapełniają półkę?

O moich ulubionych chętnie Wam opowiem. Za niedługo. 😊

Zapisz