Barcelona ta miasto, w którym byliśmy pierwszy raz kilka lat temu. Przygoda była niesamowita, bo poznaliśmy całe wschodnie wybrzeże dojeżdżając samochodem aż do Gibraltaru. Wtedy jednak dwudniowy przystanek w Barcelonie był dość neutralny – przyjemnie, lecz serca nam to miasto nie skradło. Tym razem było inaczej…

Choć spędziliśmy tu trzy dni, piszę tylko o jednym z nich. Bo czy to jeden, trzy czy siedem, to i tak za mało, by dobrze poznać Barcelonę. W ten jeden dzień udało się nam poznać świetnych ludzi, zobaczyć piękne miejsca, dobrze zjeść, odpocząć i nacieszyć się chwilami we dwoje… czyli tak jak lubimy!

Zatrzymaliśmy się oczywiście na couchsurfingu u miłej hiszpanki Any i jej chłopaka, dzieląc przestrzeń z Hanem, młodziutkim Koreańczykiem, który wybrał się w podróż po Europie. Dzięki Anie tym bardziej udało się nam zaplanować piesze wędrówki po Barcelonie. Często staramy się zwiedzać wszystko na nogach. Transport miejski bierzemy pod uwagę tylko wtedy, gdy musimy dostać się z miejsca, gdzie śpimy do centrum. Niektóre miasta na to pozwalają, niektóre niestety nie. Barcelonę jednak spokojnie możemy „przejść” wzdłuż i wszerz.

Jeden dzień na stolicę Katalonii to poranny Free Walking Tour z przesympatyczną Australijką Jessie i zwiedzanie Starego Miasta. Trzy godziny ciekawych rozmów, uśmiechów, ciekawostek i pięknych miejsc, które możemy zobaczyć z ludźmi z całego świata i wymienić się wrażeniami. Myślę, że tego typu wycieczki przyciągają fajne osoby. Potwierdziło się to po raz kolejny 😊

1llwqr

Co później? Jedzenie!

img_20160424_172045

Bocadillo con jamón de serrano czyli… bagietka z szynką. Tak, mięsa unikam, ale tamtejszy przysmak trafił idealnie w moje kubki smakowe. Sklepy z produktami mięsnymi są na każdym kroku. W każdym z nich dostaniesz gotowe już bagietki z różnymi rodzajami szynek. Bułka + masło + szynka. Takie to proste, a takie smaczne!

img_20160423_163223

Sangria – klasyka sama w sobie. Czerwone wino i dużo, dużo owoców. W upalny dzień miód na me serce!

img_20160423_164221

Kanapka z kalmarami (bocadillo con calamares)  – Bar Estudiantil (Plaça de la Universitat 12) polecony przez Tasteaway sprawdził się tak bardzo, że… następnego dnia tam wróciliśmy! Na stolik trzeba poczekać czasem nawet kilkadziesiąt minut, ale dla tej kanapki tak bardzo warto!

img_20160423_172656

Churros – hiszpański/meksykański smakołyk, który moglibyśmy jeść w nasz Tłusty Czwartek. To parzone ciasto wyciskane przez szprycę na gorący olej. Później posypujemy cukrem pudrem i… maczamy w czekoladzie. Obłęd!

1llxdr

Po jedzeniu przyszedł czas na… odpoczynek. Spacer do Park de la Ciutadella, wyciągamy koc z plecaka i tak oto spędzamy 2 godziny. Ucinamy sobie drzemkę, a obok nas plotkują przyjaciółki, barmani ćwiczą podrzucanie butelek, ktoś gra na bębnach, pies skacze za frisbee… Życie płynie swoim tempem, a my cieszymy się, że jesteśmy właśnie w tym miejscu o tej porze.

Jestem ciekawa, jak wyglądają Wasze wrażenia po wizycie w Barcelonie!

Zapisz

Zapisz