Od czego to wszystko się zaczyna? Od pomysłu, relacji przyjaciółki, tanich biletów, propozycji kuzynki, przeczytanego artykułu czy reklamy. Rezerwujemy lot i … zaczyna się! Moja ulubiona część podróży.

Siadam przed komputerem. Szukam noclegu. Piękne apartamenty na Airbnb, wyszukane hotele na booking.com. Nie, ja zaczynam od couchsurfingu. Takie podróże lubię najbardziej. Strona, która skupia podróżników na całym świecie powstała z pasji do poznawania nowych ludzi.

Casey Fenton w 1999 roku wpadł na pomysł podróży z Bostonu na Islandię. Nie chciał jednak nocować w hotelu, więc… włamał się na serwer jednej z tamtejszych uczelni i napisał maila do 1500 studentów, pytając o nocleg. Odezwało się do niego ponad 50 osób! Po powrocie postanowił ruszyć ze stroną, która zrzeszałaby takich właśnie podróżników. I takim oto sposobem w 2004 roku couchsufing.com zaistniał w sieci. W tym momencie zarejestrowanych jest 12 milionów osób, a nocleg możesz znaleźć w jednym z 200 000 miast. To właśnie dzięki tej stronie możesz podzielić się swoim domowym zaciszem z nieznajomym, lub – jak to mówią twórcy couchsurfingu – znajomym, którego jeszcze nie poznałeś.

cs-image

No więc wracając do moich poszukiwań.

Szukam i szukam. Mam! Ona lubi gotować, grać w planszówki i oglądać amerykańskie seriale. Wysyłam zapytanie!

Tak zaczyna się nie jedna historia związana z couchsurfingiem. Trafiamy na ludzi, który pasują nam pod względem charakterów, wyglądu, przekonań, filozofii, zainteresowań czy po prostu opis ich życia pasuje nam idealnie. Pamiętajmy jednak, że couchsurfing jest po części jak Tinder – musimy się sobie ‘spodobać’ nawzajem. Dlatego ważne jest uzupełnienie swojego profilu tak, by ktoś o nas mógł się równie dużo dowiedzieć.

Do tego czytamy referencje, dzięki którym poznajemy swoich potencjalnych ‘hostów’ jeszcze bardziej. To tu dowiadujemy się ‘smaczków’ – co lubi host, jak spędza czas, czy jest uśmiechnięty, czy chce z nami zjeść śniadanie, czy pokaże nam miasto.

Od słowa do słowa, w wiadomościach prywatnych rezerwujemy nasz pobyt. Dookreślamy lokalizację, godzinę przyjazdu. Przyjeżdżamy na miejsce i… to jest właśnie ten moment. Pora by się poznać! To przecież właśnie z tą osobą spędzimy kilka najbliższych dni. Bywają ludzie, z którymi od razu ‘poczujemy chemię’, a do niektórych odnosić się będziemy neutralnie. Grunt to pozytywne nastawienie, uśmiech i chęć rozmowy!

Moje doświadczenia są tylko i wyłącznie pozytywne. Nie zawsze była ‘chemia’, ale zawsze były rozmowy do nocy, wspólne posiłki czy mnóstwo ciekawych wskazówek, potrzebnych do zwiedzania miasta.

Żyć jak lokalsi – to moim zdaniem najlepsza z możliwych opcji. Doświadczasz wszystkiego. Spróbujcie.

I pamiętajcie – fajnie też gościć kogoś u siebie 🙂


Jeśli w kwestii couchsurfinu coś jeszcze Was interesuje – śmiało pytajcie!